wspomnienia
6 kwiecień 2009Ostatnio z mężem wspominaliśmy naszą pierwszą randkę. Choć było to dziewięć lat temu to pamiętam to jakby było to wczoraj. Miałam koszmarny dzień w pracy, dosłownie urwanie głowy. Wszystko do zrobienia na wczoraj. Dodatkowo okazało się, że muszę zostać w firmie dwie godziny dłużej bo przyszło ważne zlecenie, i szef chciał do niego dokumentacji. Tym sposobem zamiast skończyć o 16 z firmy wyszłam po 18. Wcale mi nie było to na rękę, tym bardziej, że właśnie tego wieczoru na dwudziestą umówiłam się na randkę z Markiem. Podobał mi się od dawna, ale dopiero teraz mnie zaprosił. Gnałam do domu jak szalona, a w myślach układałem plan co muszę zrobić. Miałam niewiele czasu więc mój wcześniejszy plan zrobienia się na bóstwo był już nieaktualny. Dobra przede wszystkim prysznic, makijaż no i jakieś odpowiednie ciuchy. Co do stroju to już wcześniej pomyślałam o mojej wystrzałowej czarnej kiecce, w której naprawdę bosko. Reszta to luzik, szybki prysznic, a w malowaniu się też już miałam doświadczenie więc no problem. Gdy wyszłam spod prysznica od razu postanowiłam wysuszyć włosy i ułożyć fryzurę. Jednak nic z tego. Moja suszarka – zero reakcji. Byłam załamana, złośliwość rzeczy martwych, a do tego jeszcze w takim momencie. Od razu poleciałam do Gośki sąsiadki z naprzeciwka. Nas szczęście ją zastałam. Bez problemu pożyczyła mi swojej suszarki, potem to już było z górki. Wpadłam do restauracji nawet pięć minut przed czasem. Wspominając to z Gośką nieraz się śmiejemy z tego kosmicznego dnia, i zastanawiamy się co by było gdyby jej nie było i bym została z mokrymi włosami.







